Powoli zaczyna brakować nam słów, by opisać kolejne ekscesy pisowskiej władzy. Coś co dwa lata temu wydawało się kompletnie nieprawdopodobne – nawet przy założeniu, że PiS może sięgnąć po władzę – dzisiaj staje się czymś, co można by nazwać normą patologii.
Rzecz jasna w sprawie wyboru prof. Gersdorf argumenty prawne nie mają żadnego znaczenia. Chodzi o czystą politykę. Wniosek grupy pisowskich posłów to oczywisty odwet. Po pierwsze, za wniosek do SN (bardzo zasadny) o zbadanie legalności wyboru Juli Przyłębskiej na Prezesa Trybunału Konstytuctyjnego. Po drugie, za bardzo krytyczne oceny postępowania PiS-u wobec Trybunału Konstytucyjnego jakie publicznie wypowiadała prof. Małgorzata Gersdorf.
Ale być może sprawa jest jeszcze poważniejsza. Być może nie tylko o odwet tu chodzi. Na naszych oczach jest właśnie organizowany zamach (bo tak to trzeba nazwać) na Sąd Najwyższy. I wyobraźmy sobie, że oto zamach kończy się sukcesem – nie do końca dzisiaj legalny (o czym dobrze wiemy) i podporządkowany PiS-owi Trybunał Konstytucyjny orzeka „nielegalność” wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na Pierwszego Prezesa SN. Konsekwencją tego jest uznanie, iż nielegalne są wszystkie orzeczenia, pod którymi widnieje jej podpis. Ale przecież – co przyznają sami wnioskodawcy – w ten sam sposób wybierano Pierwszych Prezesów SN od 15 lat. Zatem – konsekwentnie – należy za nielegalne uznać także decyzje, pod którymi podpisy składali poprzednicy prof. Gersdorf. To oznaczałoby wywrócenie całego ładu prawnego naszego państwa. Ale być może właśnie oto chodzi PiS-owi? Jeśli tak, to należy z całą mocą powiedzieć, że PiS w bardzo szybkim tempie przesuwa nas – w sensie ustrojowym i sposobu sprawowania władzy – tam, gdzie znajduje się dzisiaj większość postsowieckich republik.
Ale skoro żyjemy w państwie PiS-u, to wstępny ale obowiązujący wyrok w sprawie wniosku dotyczącego wyboru prof. Gersdorf nie będzie dziełem takich czy innych sędziów TK, lecz ogłosi go Prezes. Nie – rzecz jasna – Prezes TK, lecz ten właściwy Prezes. To Prezes określi, czy wniosek pisowskich posłów to oczywista konsekwencja twardej walki Prawa i Sprawiedliwości z kastą sędziów o przestrzeganie prawa i sprawiedliwości, czy też jest to przejaw nie do końca przemyślanej oddolnej inicjatywy, która – choć moralnie zrozumiała, to prawnie trudna jest do obrony.
Można jednak śmiało założyć, że jeśli w sprawie wniosku o stwierdzenie nielegalności wyboru Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Prezes da swoim sędziom w Trybunale Konstytucyjnym zielone światło, to pani magister Przyłębska z wielką ochotą wygasi pani profesor Gersdorf jej prezesurę w Sądzie Najwyższym. Gdyby tak się stało, to oznaczałoby to, że oto Prezes TK (której legalność budzi olbrzymie wątpliwości) „zdelegalizowała” ( i to przy pomocy trzech całkowicie nielegalnych sędziów) absolutnie legalną Prezes SN.
A że byłaby to hucpa i rozbój polityczny w biały dzień?! – Cóż, żyjemy w państwie PiS.
