O autorze
Przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego. Historyk. Poseł do Parlamentu Europejskiego (2004-2009), Wiceprzewodniczący (2001-2003) i Sekretarz Generalny (2003-2004) Platformy Obywatelskiej, Poseł na Sejm RP (1991-1993 i 1997-2004), Prezydent m.st. Warszawy (1999-2001), od 1987 roku działacz a w latach 1990-1991 Przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

To nie zdrada. To po prostu głupota

Jeśli Angela Merkel po spotkaniu na szczycie G7 mówi, iż Stany Zjednoczone pod przywództwem Donalda Trumpa nie są już takim jak kiedyś niezawodnym partnerem i wzywa kraje Unii Europejskiej do większej jedności i odpowiedzialności za wspólny los, to warto potraktować to poważnie. Zwłaszcza, że kanclerz Niemiec znana jest z tego, że waży słowa.

Na pewno znajdzie ona pełne zrozumienie z nowym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Obydwoje realistycznie patrzą na putinowską Rosję i spostrzegają ją jako kraj ogarnięty imperialną wizją i nieskory do cofnięcia się choćby o krok w agresywnej polityce wobec Ukrainy. I widzą też, że szef najpotężniejszego militarnie i gospodarczo kraju NATO, nie jest w stanie jednoznacznie zadeklarować, iż Stany Zjednoczone bezwarunkowo będą stosować się do art. 5 paktu północnoatlantyckiego. A być może nie bez znaczenia jest tu fakt dziwnych relacji osób z najbliższego otoczenia Trumpa z ludźmi Kremla.

Na tym tle nie sposób zrozumieć polityki zagranicznej prowadzonej przez pisowski rząd. Gdy trwała kampania wyborcza w USA, to wyraźnie widać było, że czołowi politycy PiS swoje sympatie lokowali przy Trumpie a nie przy jego konkurentce z Partii Demokratycznej. W trakcie wyborów we Francji PiS kibicował Marii Le Pen – gdyby kandydatka Frontu Narodowego wybory wygrała, to radość z jej zwycięstwa teoretycznie antyrosyjski PiS świętowałby z Władimirem Putinem. A gdy teraz Angela Merkel wzywa do większej europejskiej jedności, Polska krok po kroku od Unii się dystansuje i robi co może, by Europa poszła w kierunki dezintegracji.

Taka polityka stoi w rażącej sprzeczności z najbardziej żywotnymi interesami Polski. Gdyby użyć tu ulubionej przez Jarosława Kaczyńskiego retoryki, można by mówić o „polityce zdrady narodowej i Targowicy”. Ja oczywiście nie zarzucam PiS-owi zdrady. Przyczyna jest o wiele bardziej banalna. Jarosława Kaczyńskiego interesują wyłącznie sprawy wewnątrzpolskie. Interesuje go utrzymanie władzy. Tylko to jest ważne. Wszystko inne jest tego pochodną. Jeśli na Trumpa i Marię Le Pen głosują trochę podobni wyborcy, co u nas na PiS, to dobrzy są Trump i Le Pen, a nie Clinton czy Macron.

To jest oczywiście bardzo… głupie, po prostu. Ale taka jest smutna prawda. Polityka zagraniczna, jaką prowadzi PiS wynika niestety z głupoty.
Trwa ładowanie komentarzy...