To nie zdrada. To po prostu głupota

Jeśli Angela Merkel po spotkaniu na szczycie G7 mówi, iż Stany Zjednoczone pod przywództwem Donalda Trumpa nie są już takim jak kiedyś niezawodnym partnerem i wzywa kraje Unii Europejskiej do większej jedności i odpowiedzialności za wspólny los, to warto potraktować to poważnie. Zwłaszcza, że kanclerz Niemiec znana jest z tego, że waży słowa.

Na pewno znajdzie ona pełne zrozumienie z nowym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Obydwoje realistycznie patrzą na putinowską Rosję i spostrzegają ją jako kraj ogarnięty imperialną wizją i nieskory do cofnięcia się choćby o krok w agresywnej polityce wobec Ukrainy. I widzą też, że szef najpotężniejszego militarnie i gospodarczo kraju NATO, nie jest w stanie jednoznacznie zadeklarować, iż Stany Zjednoczone bezwarunkowo będą stosować się do art. 5 paktu północnoatlantyckiego. A być może nie bez znaczenia jest tu fakt dziwnych relacji osób z najbliższego otoczenia Trumpa z ludźmi Kremla.

Na tym tle nie sposób zrozumieć polityki zagranicznej prowadzonej przez pisowski rząd. Gdy trwała kampania wyborcza w USA, to wyraźnie widać było, że czołowi politycy PiS swoje sympatie lokowali przy Trumpie a nie przy jego konkurentce z Partii Demokratycznej. W trakcie wyborów we Francji PiS kibicował Marii Le Pen – gdyby kandydatka Frontu Narodowego wybory wygrała, to radość z jej zwycięstwa teoretycznie antyrosyjski PiS świętowałby z Władimirem Putinem. A gdy teraz Angela Merkel wzywa do większej europejskiej jedności, Polska krok po kroku od Unii się dystansuje i robi co może, by Europa poszła w kierunki dezintegracji.

Taka polityka stoi w rażącej sprzeczności z najbardziej żywotnymi interesami Polski. Gdyby użyć tu ulubionej przez Jarosława Kaczyńskiego retoryki, można by mówić o „polityce zdrady narodowej i Targowicy”. Ja oczywiście nie zarzucam PiS-owi zdrady. Przyczyna jest o wiele bardziej banalna. Jarosława Kaczyńskiego interesują wyłącznie sprawy wewnątrzpolskie. Interesuje go utrzymanie władzy. Tylko to jest ważne. Wszystko inne jest tego pochodną. Jeśli na Trumpa i Marię Le Pen głosują trochę podobni wyborcy, co u nas na PiS, to dobrzy są Trump i Le Pen, a nie Clinton czy Macron.

To jest oczywiście bardzo… głupie, po prostu. Ale taka jest smutna prawda. Polityka zagraniczna, jaką prowadzi PiS wynika niestety z głupoty.
Trwa ładowanie komentarzy...