O autorze
Przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego. Historyk. Poseł do Parlamentu Europejskiego (2004-2009), Wiceprzewodniczący (2001-2003) i Sekretarz Generalny (2003-2004) Platformy Obywatelskiej, Poseł na Sejm RP (1991-1993 i 1997-2004), Prezydent m.st. Warszawy (1999-2001), od 1987 roku działacz a w latach 1990-1991 Przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

NIE dla abonamentu na pisowską telewizję!

Instytucja mediów publicznych nie sprawdziła się. I nie dlatego, że zawsze można było Wiadomościom z TVP zarzucić mniejsze lub większe przechylenie na rzecz właśnie rządzących. Idzie o to, że media publiczne okazują się być całkowicie bezbronne, gdy do władzy dochodzą ludzie bez skrupułów, gotowi na wszystko i do bólu cyniczni.

Poprzednie ekipy rządowe też miały apetyt na podporządkowanie sobie publicznej telewizji i radia. Ale mimo wszystko, zgrzytając często zębami, szanowały prawo regulujące funkcjonowanie mediów publicznych a powoływani wcześniej prezesi na ogół pracowali do końca kadencji. Aż doszło do władzy Prawo i Sprawiedliwość – po raz pierwszy samodzielnie i mając przy tym swojego czysto partyjnego prezydenta – i nastąpił koniec publicznych mediów. Formalnie istnieją, ale są już dzisiaj tylko swoją własną karykaturą. Publiczna telewizja i radio podzieliły los Trybunału Konstytucyjnego. Wszystkie konstytucyjne i ustawowe gwarancje niezależności, obiektywizmu i misji mediów publicznych okazały się kompletnie dziurawe i nic nie warte. Trybunał Konstytucyjny pewnie uda nam się kiedyś odbudować. Ale nie wierzę, by kiedykolwiek udało się w Polsce zbudować na nowo prawdziwie publiczne media. Co więcej, rządy Prawa i Sprawiedliwości pokazały, że dla takich wartości jak debata publiczna, dialog społeczny, pluralizm kulturowy, wolność artystycznej wypowiedzi – media „publiczne” mogą być realnym zagrożeniem.

Bo efekt jest taki, że po 1989 roku nigdy nie mieliśmy tak jawnie propagandowej i służącej jednej partii telewizji „publicznej” jak teraz. Nawet bardzo oddany nowej władzy Bronisław Wildstein nie mógł się nadziwić, jak można dzisiaj „robić” taką telewizję. Jest tak skrajnie propisowska i tak nienawistnie antyopozycyjna, że porównać można ją jedynie do telewizji z czasów stanu wojennego.

I dzisiaj PiS, po przekształceniu mediów publicznych w partyjno-rządową tubę propagandową, chce zmusić obywateli, by na to płacili. By płacili za kłamstwa, których nie chcą ani oglądać, ani słuchać. Pisowski rząd chce nałożyć na właścicieli kablówek i platform satelitarnych obowiązek przekazywania danych o swoich klientach – w ten sposób będzie do nich mogła trafić Poczta Polska z żądaniem zapłaty.

Jest to szczyt bezczelności. W tej sprawie potrzebny jest zorganizowany opór społeczny. Nie możemy pozwolić na to, by za nasze pieniądze PiS uprawiał swoją partyjną propagandę.
Trwa ładowanie komentarzy...